„Nie ma tatuowania bez zaufania” – wywiad z tatuażystami z PP Studio Tattoo

Od początku grudnia na os. Jana III Sobieskiego 2 czynne jest nowe studio tatuażu – PP Studio Tattoo. Nowe na Piątkowie, ale z o wiele dłuższą historią w innym miejscu.  Postanowiliśmy sprawdzić, co u nich słychać, a przy okazji – dowiedzieć się co nieco o samych tatuażach i tatuażystach.  Zapraszamy do rozmowy „Głosu Piątkowa z tatuażystami z PP Studio Tattoo.

Ostrzegamy: lektura wywiadu, jak i same tatuaże mocno wciągają!

 

Dlaczego ludzie robią sobie tatuaże? To jest kwestia mody, chęć wyróżnienia się?

Jaxon: Niektórzy chcą się dowartościować, inni chcą się wyróżnić.

Piotr: Każdym kieruje coś innego. Są osoby, które robią sobie tatuaż z powodu różnych życiowych przygód.

(Pytając o to samo obecnych akurat w salonie klientów, usłyszałem, że to sposób na życie, hobby, a przyszli zrobić sobie kolejne tatuaż, bo prostu to lubią)

Piotr: Na pewno tatuowanie wciąga. Zaczyna się od jednego małego, a potem klienci wracają po kolejne.

Czy macie swoją zawodową „klauzulę sumienia”? Jest coś, czego byście nigdy nie wytatuowali lub odmówili klientowi zrobienia jakiegoś tatuażu? Zrobilibyście komuś tatuaż ośmieszający go, nawet jeśli by się upierał albo przyniósł ze sobą niedopracowany, brzydki projekt?

Jaxon: Nie zrobimy. Namawiamy klientów na zmianę projektu, przekonujemy, konsultujemy pomysł tatuażu, tak, aby przede wszystkim taka osoba była zadowolona z efektów, a my byśmy byli zadowoleni ze swoje pracy i mieli poczucie, że z naszego studia wychodzi coś naprawdę dobrego, dobrze kojarzonego. 

Piotr: Na pewno nie zrobimy różnych dziwnych symboli, swastyk, i tym podobne. Ja nie zrobię też tatuażu, który mógłby urazić czyjeś uczucia, na przykład religijne.

Wspomniałeś o symbolach. Swego czasu dużą popularnością cieszyły się chińskie znaki, napisy po chińsku. Czy jeśli przyszedłbym do was z takim projektem, przetłumaczonym przez Google Translator, zrobilibyście mi taki tatuaż?

Jaxon: Niedawno przyszedł taki klient i dość mocno na ten temat dyskutowaliśmy. W takich przypadkach odsyłamy do tłumacza. Niech taka osoba przetłumaczy to u kogoś kompetentnego, a nie polega na Google Translatorze, bo różne rzeczy z takich translatorów online mogą wyjść, a przecież tatuaż jest na całe życie. Póki nie będziemy mieć czarno na białym, że zostało to przetłumaczone przez specjalistę, nie zrobimy takiego tatuażu.

Czy więcej macie klientów, którzy przychodzą z gotowym pomysłem czy może niezdecydowanych, którzy do końca nie wiedzą, co by chcieli?

Piotr: Nie ma na to reguły. Każdy klient jest inny, inaczej podchodzi do tego tematu

Jaxon: Nawet, jeśli klient przychodzi z gotowym pomysłem, rozmawiamy z nim, doradzamy co możemy zmienić, co dodać, by ten tatuaż był zindywidualizowany.

Piotr: Powinniśmy odchodzić od gotowych wzorów. Zawsze przecież możemy coś stworzyć nowego, niepowtarzalnego.

Jaxon: Stawiamy na indywidualność, a nie na „kopiuj-wklej”.

Załóżmy, że jestem niezdecydowanym klientem. Wiem, że chcę tatuaż, ale nie wiem jaki…

Piotr: Pierwsze pytanie to: co lubisz, czym się interesujesz. Na tej podstawie możemy ci już zaproponować co najmniej kilka rozwiązań oraz różne style tego tatuażu. Jeśli ktoś jest nadal niezdecydowany, to radzimy, by zrezygnował z tatuażu w ogóle na razie. Tatuaż jest przecież na całe życie, lepiej żeby albo całkowicie z niego zrezygnował albo przemyślał dokładnie, co chce, i wrócił za jakiś czas, niż miałby być niezadowolony z efektu końcowego.

Jaxon: W moim przypadku jest tak, że często gęsto gadam, gadam i jeśli propozycje takiemu klientowi nie podchodzą, to odradzam zrobienie sobie tatuażu na tą chwilę. Nie ma co robić sobie tatuażu na siłę.

Dużo macie klientów, którzy chcą poprawić czy naprawić tatuaż zrobiony przez kogoś innego?

Jaxon: Jest tego bardzo dużo. Można powiedzieć, że jest tego fala. Nie wszystko jednak da się poprawić. Na przestrzeni lat techniki czy farby się zmieniały.

Piotr: Większość z nich to są tatuaże sprzed lat, tak zwane błędy młodości, tatuaże po taniości. Kiedyś bardzo modne były tribale, teraz ludzie chcą to zasłaniać, zmieniać. To też argument za tym, by przy wyborze tatuażu, nie kierować się modami.

Jaxon: Choć moda na tribale już minęła, to mimo to ludzie nadal o nie pytają.

Dzisiaj maszynę do tatuażu może sobie kupić każdy. Narysuje sobie albo ściągnie z internetu kilka projektów, poćwiczy na koledze w domu i już się nazywa tatuażystą i jest gotowy do otwarcia swojego własnego salonu.

Piotr: Wielu uważa, że może być tatuażystami, ale jest to dłuższa droga, niż się wydaje na początku. Przede wszystkim należy zacząć od nauki rysunku. Nie mówię, że muszą to być od razu studia, ale pojęcie o rysunku musi być, na przykład o cieniowaniu. A od rysunku do tatuażu musi jeszcze upłynąć wiele lat praktyki.

Dziewczyna, która przyglądała się pracy tatuażystów: Rysować, rysować, rysować i jeszcze raz rysować…

Wielu osobom wydaje się, że nie trzeba umieć rysować – wystarczy ściągnąć szablon z internetu, przyłożyć kalkę i gotowe…

Jaxon: Będzie dobrze do momentu, aż mu się kalka nie rozmaże… Samo przyłożenie kalki to jeszcze nie tatuaż. Trzeba ją jeszcze odbić na skórze.

Musi jednak kiedyś nadejść ta chwila, w której ktoś, kto chce tatuować innych, musi wykonać tatuaż na żywym człowieku.

Jaxon: Niech próbuje, niech szuka chętnych po znajomych. Kolega najwyżej cię ze znajomych na Facebooku usunie. (śmiech)

Piotr: A kuzyn najwyżej na wigilię nie przyjedzie. (śmiech)

A wy jak zaczynaliście?

Piotr: Jak każdy, w domu.

Na kolegach, znajomych?

Piotr: Ja miałem testera brata, któremu później, po latach, te wszystkie tatuaże poprawiałem, zakrywałem.

Jaxon: Przez pół roku ćwiczyłem na sztucznych skórach, później zacząłem siebie tatuować, a potem pojawili się pierwsi klienci.

Nieodłączną częścią zawodu tatuatora jest higiena pracy. Na co zwrócić uwagę, przychodząc do studia tatuażu?

Piotr: Przede wszystkim na sterylność narzędzi, czy igła jest otwierana i zakładana przy kliencie, czy farba jest przelewana przy kliencie i zupełna podstawa – rękawiczki ochronne. Musimy zachowywać standardy pracy, minimalizować ryzyko zakażenia.

Jaxon: Statystycznie rzecz biorąc, jeśli salon tatuażu zachowuje wszystkie środki ostrożności, to prędzej się człowiek zarazi czymś w szpitalu, niż u nas.

Powszechne jest stwierdzenie, że wykonywanie tatuażu jest bolesne. Zgadzacie się z tym?

Jaxon: Możesz się spytać klientów.

Nie widzę na ich twarzach grymasu bólu.

Piotr: Oni są na początku robienia tatuażu. Do pewnego momentu ból czy raczej niedogodność są znośne. Każdy ma inny próg bólu. Są tacy, którzy śpią podczas robienia tatuażu tam, gdzie powinno boleć, a są tacy, którzy odczuwają ból znacznie mocniej. Nie ma na to reguły.

Jaxon: Na pewno nie ma takiego tatuażu, który wcale nie boli. Nie jest to jednak ból nie do wytrzymania. Trzy, cztery godziny sesji wytrzyma każdy.

Piotr: Wiadomo, jest to przecież nakłucie, a w pewnych momentach przypomina to nacięcie. Na pewno w salonie będzie mniej bolało, niż gdy ktoś będzie próbował sobie robić samemu w domu.Jeśli ktoś nie ma doświadczenia, po prostu zrobi drugiemu krzywdę. Kolorowe prace bolą troszkę bardziej. Związane jest to z gęstością barwnika.

Macie jakieś swój ulubiony styl tatuowania, ulubione wzory?

Piotr: Uwielbiam robić tatuaże geometryczne.

Jaxon: Ja wolę realistykę, choć tak naprawdę każdy tatuaż to świetna zabawa.

Jakie było wasze największe tatuatorskie wyzwanie?

Jaxon: Pod względem wielkości to na pewno są to tatuaże całych pleców.

Piotr: Miałem jednego pana, który odbył ze mną siedemnaście sesji w dwa miesiące. Wytatuowałem mu wtedy 60% ciała.

Musiał być odporny na ból albo mocno zdeterminowany…

Piotr: Był to jego pierwszy tatuaż w życiu. W trakcie sesji zasypiał.

(Jedna z klientek właśnie wychodzi z salonu, żegnając się słowami: „Do zobaczenia w lutym”

Jaxon: Stała klientka. Argument za tym, że tatuaże wciągają.

Piotr: W większości przypadków zaczyna się od jednego małego wzoru, gdzieś zakrytego, a potem klienci przychodzą po kolejne. To ukryty nałóg. Jeśli ktoś wyjdzie ze studia z dobrej jakości tatuażem, to wcześniej czy później wróci po kolejny, no chyba że się zraził do tatuowania – ktoś mu kiedyś w domu robił tatuaż, pozostały po tym blizny. Po takim czymś wiele osób ma psychiczną blokadę.

Jak zadbać o tatuaż zaraz po sesji?

Jaxon: Piotrek powie, bo on ma wyćwiczoną regułkę… (śmiech)

Piotr: Przemywamy ciepłą wodą, z jakimś mydłem antybakteryjnym lub szarym mydłem, nie namaczamy, delikatnie osuszamy. Po odczekaniu chwili, aż ta woda ze skóry odparuje, nakładamy cienką warstwą maści regeneracyjnej. Świeżego tatuażu nie wystawiamy na działanie promieni słonecznych, odpadają solaria. Po zagojeniu, jeszcze przez dwa, trzy miesiące też lepiej tego unikać. Przez pierwsze kilka dni, po nałożeniu maści, miejsce z tatuażem owijamy folią, co kilka godzin zmieniamy tą folię.

Jaxon: Nie tatuujemy się na tydzień przed wakacjami. Zdarza się dość często, że przychodzą klienci tuż przed urlopem, by fajnie wyglądać na plaży. Najlepszym okresem na zrobienie sobie tatuażu to wiosna, jesień czy zima, czyli w okresie, gdzie nie ma upałów.

A jak dbać o starszy tatuaż, by kolory nie wyblakły?

Piotr: Teraz jest sporo kremów, specyfików, które pomagają zadbać o tatuaż. Szczerze mówiąc, nawet najprostszy balsam czy krem sobie z tym poradzi.

Jaxon: Nie ma takich samych ludzi, nie ma takich samych tatuaży i każdemu sprawdzi się coś innego. Z biegiem lat na pewno wyblaknie.

Tatuujecie też różne, mniej oczywiste miejsca?

Jaxon: Zdarza się. Kilka dni temu mieliśmy pytanie od jednej pani, „czy tam na dole też tatuujemy”.

Piotr: Męskie genitalia sobie odpuszczamy… Miejsca intymne są bardziej drażliwe. Łatwiej dochodzi tam różnych reakcji w takich miejscach. Są klienci, którzy chcą mieć tatuaż za wszelką cenę, zatajając przed nami przeciwskazania do jego wykonania.

Po jakim czasie od wykonania tatuaż musi on „zacząć wyglądać”?

Jaxon: Praktycznie już na drugi dzień, gdy opuchlizna zejdzie.

Piotr: Ze względu na to, że ludzie są różni, możemy przyjąć, że po 48 godzinach. Musimy mieć świadomość, że podczas gojenia się rany, złuszcza się nam naskórek, więc tatuaż zmieni delikatnie odcień, ale nie powinna to być drastyczna zmiana.

Oferujecie sesje całodniowe. Ile wtedy czasu spędzacie z klientem?

Piotr: Za minimum możemy uznać pięć godzin. A maksymalny czas do nawet kilkunastu godzin – to wszystko zależy od klienta, ile wytrzyma. 

Zauważyłem pewną prawidłowość – zarówno wy, jak i inni tatuatorzy nosicie brody. Z czego to wynika? (śmiech)

Jaxon: Bo wszystkie maszynki, które mamy, zostawiamy do golenia klientów. (śmiech)

Wspomnieliście o goleniu. Jak się jeszcze przygotować do sesji w studiu?

Jaxon: Dobrze byłoby się ogolić dzień wcześniej, ale jeśli z drugiej strony człowiek miałby sobie podczas tego golenia podrażnić skórę czy też nawet się zaciąć, to lepiej to zostawić nam.

Piotr: Są również różne maści, spraye znieczulające trochę skórę. Nie polecamy brania wcześniej środków przeciwbólowych, a broń Boże aspiryny, która rozrzedza krew. Pamiętajmy także, że jeśli środki przeciwbólowe czy znieczulające przestaną działać w trakcie sesji, klient będzie odczuwał ból dwu lub trzykrotnie mocniej.

To, co robicie, uważacie za pracę?

Piotr: Robimy to, co lubimy i przy tym się świetnie bawimy.

Jaxon: Dużym plusem tej pracy jest poznawanie nowych ludzi. Tatuator na pewno musi  być bardzo kontaktowy.

Piotr: Bardzo ważne jest też zdobycie zaufania klienta. Nie ma tatuowania bez zaufania.

Jaxon: Mamy teraz boom na salony tatuażu w Polsce, a w szczególności w Poznaniu. Trudno mówić nawet o konkurencji, bo każdy pójdzie do tego miejsca, które mu pasuje.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *