Kryminalne zagadki Piątkowa – Detektyw Piątek w akcji. Emerytki wchodzą do gry

Był późny wieczór. W jednym z pokoi w budynku piątkowskiej policji paliło się światło. Przy biurku siedział detektyw Piątek i analizował dotychczasowe wyniki śledztwa. Poziom kawy w dzbanku zmniejszał się w szybkim tempie. „Nie wiem, co mnie zabije wcześniej, kawa, papierosy, biurokracja czy jasny szlag” – pomyślał. Przeliczył w głowie, ile jeszcze lat zostało mu do emerytury, ale zaraz potem przeliczył również jej wysokość – zdecydował jednak jeszcze chwilę popracować. Nagle zadzwonił jego telefon.

– Wpuście ją – odpowiedział.

Po kilku minutach do drzwi ktoś zapukał. To była pani Krysia.

– A, to pani…

– Ja, a kogo się pan spodziewał? Przyniosłam jabłecznik, bo jak pan był u mnie, to nic nie zjadł. Ekologiczne jabłka!

– Podobno ma pani dla mnie jakieś informacje w sprawie tego morderstwa. Skąd pani w ogóle o nim wie? Przecież ja nic nie mówiłem.

– Ja głupia nie jestem. Skoro sam pan komisarz mnie odwiedził, to musiała to być jakaś grubsza sprawa. Popytałam w warzywniaku na rynku i dowiedziałam się o co chodzi.

– Pracujemy nad tym. Dziękuję za troskę.

– Ale ja właśnie mam informacje.

– Proszę je zanotować, włożyć w segregator, a ja za jakiś czas odbiorę wyniki pani śledztwa. Do widzienia!

– Ale ja mam trop!

– Jaki pani może mieć trop? W pani zapiskach nic ciekawego nie znalazłem.

– W niedzielę mieliśmy w kościele zebranie kółka różańcowego. Po nim poszłam na kawę do Alicji. Rozmawialiśmy – a to o tym nowym wikarym, wie pan o tym, co dopiero święcenia miał, że się chłopak jeszcze wyrobi, że może dorobi się jakiegoś dochodowego probostwa…

– Do rzeczy, pani Krysiu, do rzeczy…

– Na piętrze, u Alicji mieszka jakiś chłopaka – co chwila przychodzili do niego jacyś ludzie. Młodzi, starzy. Wpadali na parę minut i wychodzili. No i Alicja przyjrzała się tej sprawie bliżej. Powiedział, że sprzedaje mieszanki przypraw i ziół, ale nie chce odprowadzać podatku i prosił o dyskrecję. Alicja poprosiła go nawet o te ziółka. Dał jej nawet przepis na ciastka z nimi. I raz, jak je Alicja upiekła, to w życiu takich ciastek nie jadłam, a i humor się poprawił.

– Jaki adres?

– A to się będzie trzeba Alicji zapytać, bo nie wiem dokładnie. Umówię was.

– Wolałbym sam…

– Na wtorek? Rano czy popołudniu? – Krysia nie dawała za wygraną.

W umówiony dzień detektw Piątek zjawił się pod drzwiami Alicji. Otworzyła mu, a przy stole już siedziała Krysia. W sumie spodziewał się tego.

– Ja w sprawie tych ziółek – zaczął…

– Panie inspektorze! Ale to tylko raz było! Ja naprawdę nie wiedziałam, co to za mieszanka! Dopiero Krysia mi powiedziała, że to była….

– O ty! – oburzyła się Krystyna – to ja cię na niedzielnej sumie budziłam, gdy ci się oko zamknęło, a ty mnie teraz na policję wydajesz?

– Spokojnie! – zareagował detektyw – pewnie to było dawno, mam sprawę do rozwiązanie i może pani mi pomóc. A skąd w ogóle pani Krystyna wiedziała, co to za mieszanka?

– No wie pan? Nie zawsze byłam w kółku różańcowym… Nie zawsze nosiłam moherowy beret… Jak byłam młoda, ech, to były czasy…

– No dobrze, to co z tym studentem?

Alicja powtórzyła pokrótce to, co powiedziała mu wcześniej na komendzie Krystyna. Detektyw wyjął telefon, by zadzwonić po ekipę, która miałaby sprawdzić to mieszkanie.

– Nie musi pan dzwonić. Mam klucze – powiedziała Alicja – chodziłam mu tam sprzątać, a jak go nie było, to niekiedy prosił mnie, żebym te mieszanki ziół czy przypraw sprzedawała jego klientom. Wie pan, jak to w biznesie. W zamian – od czasu do czasu dawał mi kilka gramów tych jego specyfików.

– I ci? Używała ich pani w kuchni?

– Szkoda by było. Jak mi Krysia powiedziała, co to jest, to sobie wieczorem siadałyśmy, skręcaliśmy i…

– I przypominały się nam czasy naszej młodości. Alu, panu komisarzowi tyle informacji chyba wystarczy… – wtrąciła się Krysia, obawiając się, by jej koleżanka nie powiedziała zbyt dużo.

Detektyw otwarł drzwi. Założył rękawiczki. Zza jego ramion wyglądała Krysia i Alicja.

– Kazałem Wam zostać w mieszkaniu! – podniósł głos komisarz.

– Panie komisarzu, przyjedzie ekipa, jakieś taśmy rozciągną i co? Nic nam nie powiedzą. Pan będzie czekał tygodniami na analizy, na raporty, a Alicja wie, co gdzie jest.

– Zatrzecie ślady!

– Ale tu nie będzie żadnych śladów – jak Alicja sprząta, to dokładnie. Kiedyś tak posprzątała zakrystię, że potem ksiądz się butelek wina mszalnego nie mógł doliczyć – stwierdziła Alicja.

– Ja nic nie wiem! To pewnie ministranci popijali albo kościelny wyniósł – oburzyła się kobiecina.

– Ja jednak wolę poczekać za ekipą – odparł zrezygnowany detektyw.

– A jak oni będą tu sprawdzać, to zapraszam na ciasteczka – odparła Alicja.

– Ale bez ziółek czy tam przypraw? – upewnił się detektyw.

– Bez – odparła ze smutkiem w głosie Krystyna.

Gdy wrócili do mieszkania Alicji, detektyw próbował się czegoś dowiedzieć o sąsiedzie kobiety. Żałował, że ona nie prowadziła takich zapisków, jak Krysia. Detektyw nie mógł zrozumieć jednego – skoro pani Krystyna tak pilnowała porządku prawnego u siebie na osiedlu, dlaczego nie powiadomiła ich o tym, co się dzieje w bloku jej przyjaciółki.

– Panie komisarzu, bo to dla mnie są zioła lecznice, a nie jakieś tam nielegalne rzeczy. Za młodu, gdy byłam ładna, gładka i powabna, prowadziłam się z takim jednym, był ministrem sportu. Gdzie on mnie nie zabierał? Morze Czarne, Kazachstan, Moskwa, Pekin… No i podczas tych wyjazdów, różne rzeczy się piło, paliło, zażywało… Ech, to były czasy…

– Ale to narkotyk!

– Narkotyk czy nie narkotyk – ja się tam na botanice nie znam. Grunt, że migreny mi po tym przechodziły.

– To dobry chłopak był – dodała Alicja – Zawsze dzień dobry mówił, zakupy pomógł wnieść, żadnych imprez nie urządzał…

– A raz, jak Alicja miała problem z tym sąsiadem spod trójki, który zawsze zastawia samochodem przejście, to jak mu powiedziała, to następnego dnia samochód musiał do warsztatu oddać… – wtrąciła się Krysia.

– Nie ma dowodu, że to ten chłopak, wiele osób wkurzał – wyjaśniała zakłopotana Alicja.

– A serniczek to mu za darmo upiekłaś?    

– A żebyś wiedziała, że za darmo. Z sąsiadami trzeba dobrze żyć, a nie na nich donosić.

– Drogie panie! – detektyw postanowił zadziałać, zanim doszłoby do rękoczynów – Poczekajmy, aż skończą sprawdzać to mieszkanie.

W tym momencie jeden z policjantów poprosił detektywa do mieszkania. Znaleźli tam całą plantację tych ziół, notes z jakimiś dziwnymi zapiskami. Gdy detektyw Piątek przyglądał się mu, usłyszał, jak Krysia i Alicja głośno się zastanawiały, co tajemniczy szyfr może oznacząć.

– Kto je tu wpuścił? – zapytał policjanta przy drzwiach.

– Powiedziały, że pan wyraził zgodę, że one są pana świadkami i przyszły na okazanie – odpowiedział zmieszany.

– Jeszcze mi tu ojca Mateusza brakuje… – machnął ręką Piątek.

– Szczęść Boże! – w drzwiach stał mężczyzna w sutannie.

– No to mamy komplet – stwierdził detektyw.

– Ksiądz Waldek, pani Krystyna mnie tu wezwała….

– Dobrze, że nie Mateusz – skomentował szeptem do stojącego blisko policjanta, a ten parsknął śmiechem.

– Ja w sprawie roweru… – ksiądz Waldek kontynuował, jednak po tych słowach, policjant wybuchł gromkim śmiechem.

Już za tydzień: kolejny odcinek Kryminalnych Zagadek Piątkowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *